POLSKIE ALBUMY DEKADY

Posted on 2010/12/21

11


Poniżej część druga zestawienia 10 najlepszych płyt ostatniej dekady – odsłona polska. Ta sama cezura czasowa i te same zastrzeżenia: brakuje być może przedstawicieli mocnej w ostatnim dziesięcioleciu sceny hiphopowej, kilka płyt miało pewnie lepsze recenzje, ale po podliczeniu redakcyjnych głosów uformowało się takie właśnie popvictimowe zestawienie. Pozycje które się tu znalazły bronią się do dziś.

 

10. Niwea – 01 (2010)
Za piękną, lśniącą głowę i ujmujące teksty. Za godną prezencję pieska wokalisty. Za dynamiczną grzywkę Szczęsnego. Za to, że gromadzą młodzież, która wymachuje piąstkami w powietrzu i recytuje tekst „Miłego, młodego człowieka”, dając odczuć, że mają głęboko w sercu pusię. K.P. i B.W.


9. Fiolka Fiolka (2001)

Zakwita raz, tylko raz, biały kwiat. Przez jedną noc pachnie tak, ach!, jak śpiewały Alibabki. Tak było z Violettą Najdenowicz, znaną szerzej jako Fiolka. Zaciągnięta do studia pracownica koncernu Sony, wyśpiewała dzieło, które podbiło listy przebojów, wprawiło w konsternacje etatowe polskie pieśniarki i zgarnęło kilka Fryderyków w ostatnim momencie, kiedy nagrody te jeszcze coś znaczyły. Świetne kompozycje, głos mocny jak u kozicy górskiej pośród bułgarskich rytmów i wyśmienita produkcja Leszka Biolika, która nie zestarzała się do dziś. Perła wśród wieprzy. A.K.


8. Pogodno – Sejtenik Miuzik & Romantik Loff (2001)

Muzykom z Pogodna udało się na tej płycie połączyć rockowy, spontaniczny hałas, oparty na rozedrganych gitarowych riffach, psychodeliczny trans, bazujący na powtórzeniach motywów muzycznych i basowej rytmice z bezpretensjonalnymi, absurdalnymi do granic możliwości tekstami, które jeszcze nie stały się (jak na późniejszych płytach) irytujące. Co czyni tę płytę wyjątkową, to właśnie balans między tymi składowymi. Charakterystyczne teksty dozowane są w na tyle rozsądnej dawce, by nie przyćmić gromkiej, hipnotyzującej muzyki. G.K.


7. Smolik – Smolik (2001)
Rekomendujemy Andrzeja Smolika, ostatnio znanego szerszej publiczności dzięki reklamom Inteligo. Nasze serce stopił audycją radiową „Leniwa niedziela” i współpracą z Nowiką, której jesteśmy wdzięczne za banalne teksty i leniwe poranki o smaku wanilii. K.P. i B.W.


6. Indigo Tree – Blanik (2010)

To prawdziwa sztuka – zadebiutować u schyłku dekady i w niewiele ponad rok wydać dwa albumy, które są murowanymi kandydatami do czołówek podsumowań dziesięciolecia. Na Blaniku wrocławski duet serwuje wszystko to, co w debiucie uwodziło najbardziej – oniryczny klimat, przejmujący falset Peve’a Lety’ego, zupełnie nieprzebojowy lo-fi, który jednak w jakiś sposób wyrzucić z głowy jest trudno. Coś się jednak zmieniło. Już nie jest tak przytulnie i smutno, melancholię zastąpił obezwładniający niepokój, a akustyczne wyciszenie – ciężko brzmiące gitary. Płyta, która początkowo miała nazywać się Skok Blanika, w rzeczy samej jest dla Zawady i Lety’ego skokiem – z szufladki „najlepsi debiutanci roku” do kategorii „najważniejsi artyści dekady”. Takiego wyczynu to i Blanik by się nie powstydził. K.Ż.


5. Muchy – Terroromans (2007)
Płyta wyczekana przez „Pulpa”, Porcysa i Stelmacha do tego stopnia, że gdyby się nie zdarzyła, trzeba by ją wymyślić. Miała odmienić naszą scenę, stając się głównym dziełem polskiej New Rock Revolution. Zamiast tego stała się jej zwieńczeniem, ale to i tak dużo. Jacuś Sobczyński porównał kiedyś Terroromans do debiutu Lady Pank i miał racje pisząc o idealnym połączeniu gustów wysokich i niskich. Dwanaście hiciorów, bardzo poznańskich i jednocześnie uniwersalnych, opowiadających o frustracjach studenckiego żywota, które nie mogą się już powtórzyć. Wszystko ubrane w zgrabne melodie i świetną okładkę autorstwa Ziebo. Absolutna klasyka lat zerowych. A.K.


4. Dick4Dick – Grey Album (2008)

Po z perspektywy czasu nieco zbyt wykoncypowanym debiutanckim Silver Ballads, falliczny skład wydał dojrzalszy Grey Album, szczytowe (szczytujące?) osiągnięcie swojej kariery. Druga płyta to już nie porno-elektro, ale wciąż ci sami ociekający potem i spermą Dick4Dick. Choć nauczyli się być delikatni i romantyczni, ciągle wiedzieli jak, i to ostro, dowalić – tyle że w tym celu sięgnęli po bogatsze akustyczne instrumentarium i punk-kabaretową stylistykę. Trochę szkoda, że wysokiej formy nie udało się długo utrzymać i po wydaniu sielskiego Summer Remains zespół zacząć trzeszczeć w szwach. Jednak nawet jeśli drogi Dick4Dick rozejdą się na dobre, to udało im się nagrać album, który choć z nazwy szary, ciągle pozostaje jednym z najbardziej barwnych punktów ostatniej dekady. Nie ma wątpliwości – męska muzyka to nie Waglewski, Maleńczuk czy Abradab. To Dick4Dick. K.Ż.


3. Ścianka – Białe wakacje (2002)

Ścianka w kolejnej odsłonie – ten jakże często zmieniający konwencję i sferę, po której się porusza band, postawił na Białych wakacjach swoje pieniądze na gitary i dekonstrukcję formy. Trójmiejscy wizjonerzy zabierają słuchacza na odjechany trip po swojej galaktyce i roztaczają przed nim swoje rozbudowane, ubrane w transowe riffy rozmyślania. Doskonały powód tego, dlaczego tak mocną pozycję zespół wyrobił sobie na polskiej scenie alternatywnej. M.D.


2. Cool Kids of DeathCool Kids of Death (2002)

Mocny polski debiut, wrzucony bezpardonowo przez okno spadł na naszą scenę muzyczną i eksplodował hałasem i feerią całkiem ciekawych dźwięków. Kilkoro rzekomo zbuntowanych łodzian postawiło na mocno punkowe brzmienie, absolutnie nieodkrywcze teksty, najzupełniej fałszywy wizerunek i połykaliśmy to ze smakiem! W tym krzyku przeciwko wszystkiemu i wszystkim jest coś doskonale oddającego początek mijającej dekady, czy może też zaprzeczający mu – to już zależy od tego, czy wierzymy w szczerość czy w wyrachowanie CKOD. M.D.


1. Lenny Valentino – Uwaga! Jedzie tramwaj (2001)

Płyta idealna – profesjonalnie zagrana i nagrana, rewelacyjnie zaśpiewana i zaskakująco spójna. Poetyckie teksty wypełnione wspomnieniami z dzieciństwa o wyjątkowym ładunku emocjonalnym idealnie współgrają z psychodeliczną muzyką, nadając płycie niesamowicie nostalgiczną atmosferę. Ta kolaboracja muzyków Ścianki, Myslowitz i Negatywu to najlepsza rzecz jaka przytrafiła się polskiej scenie muzycznej w ostatniej dekadzie. Magii dodaje też fakt, że muzycy Lenny Valentino podarowali nam tylko ten jeden krążek. Choć Uwaga! jedzie tramwaj ląduje zgodnie w czołówce wszystkich zestawień dekady, nie dało się inaczej – po przesłuchaniu raz jeszcze najjaśniejszych akcentów lat zerowych wyszło i nam, że wszystkie Muchy, Heye i Carsi zostały w tyle.  G.K.

by: Popvictims 2010

Reklamy