CZY WSZYSTKO W PORZĄDKU?

Posted on 2011/03/15

0


Planowałam napisać po bożemu recenzję filmu „Wszystko w porządku” (2010) Lisy Cholodenko i przez przypadek trafiłam na ślady dziejowego spisku. A może wietrzę spisek tam, gdzie go nie ma, i sprawy, które malują mi się w czarnych barwach, wyglądają tak naprawdę nad wyraz dobrze? Negatyw to czy pozytyw? Zacznijmy jednak od początku.

Po seansie filmowym zajrzałam do Filmwebu, nie mogąc uwolnić się od masochistycznego nawyku czytania komentarzy na forum dyskusyjnym. Ale uwagę moją przykuł opis filmu, zaczynający się od słów: Film śledzi losy Nic i Jules, pary w średnim wieku, która na przedmieściach Los Angeles wychowuje dwójkę nastoletnich dzieci – Joni i Lasera… I zaczęłam się zastanawiać, czy jest to typowo polskie przemilczenie, że do czynienia mamy w tym filmie z parą lesbijską (jak pomijał kwestię homoseksualną filmwebowy opis np. „Samotnego mężczyzny” Toma Forda), czy wręcz odwrotnie: jest to opis jak najbardziej adekwatny do treści filmu – gdzie płeć czy orientacja seksualna któregokolwiek z bohaterów jest praktycznie bez znaczenia – i świadczy o pewnej dojrzałości czy postępie obyczajowym naszego społeczeństwa (a przynajmniej społeczności Filmwebu).

Kilka słów o fabule. Lisa Cholodenko opowiada nam tu historię lesbijskiej pary w średnim wieku, wychowującej dwójkę dorastających dzieci – i faktycznie, nie kwestia orientacji seksualnej głównych bohaterek i potencjalnych problemów z tą orientacją związanych jest tu główną osią fabularną. Nie jest nią także kolejny pokazany tu „stopień wtajemniczenia” w życie osób nieheteroseksualnych – czyli wychowywanie dzieci. To tu jakby „oczywista oczywistość”, normalka, nihil novi sub sole. I to jest wyjątkowe, zwłaszcza z polskiego punktu widzenia – jesteśmy bowiem przyzwyczajeni do schematu, że jeżeli już kino „branżowe”, to w jakiś sposób walczące o prawa osób „homo”. Jeżeli już – to kino z misją, pokazujące, że Inni są wśród nas i zaakceptujmy ich, bo inaczej będą cierpieć w nieskończoność, albo skończoność w postaci samobójczej.

Otóż nie to było intencją Cholodenko. Jej intencją, jak się zdaje, było nakręcenie porządnej obyczajówki, pokazującej, krótko mówiąc, że wszystko jest/bywa popieprzone – coś jak Mike Leigh, tyle że w wersji zamerykanizowanej, bardziej populistycznej i z ładnymi aktorami. Wspomniana lesbijska para, Nic (Annette Bening) i Jules (Julianne Moore), wychowuje wspomniane dzieci, Joni (Mia Wasikowska) i Lasera (Josh Hutcherson) – i wszystko jest „w porządku”, dopóki dzieci pewnego dnia nie postanawiają poznać swojego ojca – dawcę spermy, z którego materiału genetycznego skorzystała każda z matek. Ojciec – Paul (Mark Ruffalo), lekko podstarzały macho i bon vivant – wkracza, dość nieoczekiwanie, z butami, w ustabilizowane życie matek, i w punkcie kulminacyjnym filmu oczywiście wszystko się wali. Po czym na koniec wraca do normy – zatem, jak mówię, Mike Leigh i jego na przykład – dość analogicznie – „Życie jest słodkie”. Najważniejsze, by trzymać się razem. Równie dobrze w miejsce lesbijek można by wstawić tu „heteryków”…

No dobrze, mamy tu jednak do czynienia z pewną fabularną komplikacją związaną z orientacją seksualną jednej z bohaterek. Jak nietrudno się domyślić, jedna z matek (Julianne Moore znowu „miesza”!) idzie do łóżka z ojcem. I przychodzi mi w tym miejscu na myśl film „Układ prawie idealny” (2000) Johna Schlesingera, także pokazujący konsekwencje wynikłe z nieplanowanych łóżkowych konfrontacji światów homo i hetero. To o 10 lat starsze „dzieło” z Madonną, w porównaniu z filmem Cholodenko jest jednak tak natarczywie misyjno-edukacyjne, że tylko cieszyć się z zaistniałych w ciągu ostatniej dekady postępów obyczajowych. Oczywiście mówię tu o Zachodzie, gdzie wyprodukowała swój film Cholodenko. A co z opisem na polskim Filmwebie? Można zapytać administratorów – albo można zacząć namysł nad tym, czy, a jeśli tak, to w jakim kierunku idą zmiany w polskim postrzeganiu kwestii homoseksualnych. Tak na ekranie kinowym, filmowym portalu społecznościowym, jak i w „realu”.

by: Emilia Walczak 2011

Reklamy
Posted in: Emilia Walczak, Film, Gay