ZNÓW NIE PRZYJECHALI

Posted on 2012/07/05

0


Tego lata festiwale muzyczne gwarantują każdemu moc atrakcji. Po rozczarowującej zeszłorocznej edycji, Open’er znów sięga po koszulkę lidera. Alter Art postawił tym razem na różnorodność: do Gdyni przyjedzie m.in. Bloc Party, The Mars Volta, Janelle Monae, The XX.  Niezgorzej radzi sobie też Artur Rojek – Off Festival, któremu szefuje, zaszczyci swoją obecność sam Iggy Pop z The Stooges, słodkie jak pudrowany cukierek Metronomy i słynący z chirurgicznej precyzji w krojeniu dźwięków The Battles. Do tego setka, mniej, lub bardziej znanych zespołów szeroko pojętej alternatywy. Publiczność katowickiego Taurona również nie ma, co narzekać – Eskmo, Hot Chip to doskonałe rekomendacje, by pod koniec sierpnia pojawić się w Katowicach. Nawet krakowski Coke Live, niechciane dziecko Alter Artu, wystarał się o gwiazdy – Snoop Dogga i The Roots. Jest pięknie! Do Polski przyjeżdżają topowe zespoły, ale zawsze może być jeszcze piękniej. Bo choć rokrocznie lista zespołów, które odwiedzają nasz kraj się powiększa, polska publiczność wciąż nie może czuć się w pełni usatysfakcjonowana. Kogo zabraknie w tym roku?

1. Yeah Yeah Yeahs

Trio odwiedziło Polskę tylko raz – w 2006 roku zagrali w Warszawie. Szczęśliwcy, którzy widzieli koncert mają więc szczególny powód do dumy. Reszta niecierpliwie czeka na ich kolejny występ w Polsce. Czekają, czyli obsesyjnie odświeżają stronę Open’era z nadzieją na ogłoszenie YYY headlinerem festiwalu.

2. Vampire Weekend

Nowojorczycy zdają się być idealnymi kandydatami na gwiazdy Open’era, ale mimo to jeszcze nie pojawili się w Babich Dołach. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku to się zmieni, a jeśli nie, to w kolejnym i tak dalej. Na nich naprawdę warto czekać, nawet całą wieczność.

3. Beyonce

Jay Z zagrał już na Open’erze, czemu więc jego żona miałaby być gorsza? Koncert Beyonce najpewniej byłby wydarzeniem roku i realną szansą na wprowadzenie na polskie festiwale popu z najwyższej, bo najdroższej, półki.

4. Scissor Sisters

Koncertowali już w Polsce w 2006 roku, ale od tego czasu nagrali znakomitą płytę, której żal nie usłyszeć na żywo. „Night Work” spełnił w pełni oczekiwania miłośników zespołu – to pretensjonalne, campowe melodie o klasie, o której pół Hollywood może tylko pomarzyć. A zespół już przygotowuje się do wydania nowego albumu. Koncert w Polsce byłby świetną okazją, aby zaprezentować premierowy materiał.

5. OFWGKTA i Tyler the Creator

Młodocianych raperów z aż strach zapraszać, bo nigdy nie wiadomo co zrobią, kogo i jak bardzo obrażą. Ale na tym właśnie polega ich urok. Wyszczekani i niepokorni przypominają muzyczną odmianę Jackassów, a ich nieformalny lider, obdarzony charyzmą Tyler the Creator, mógłby nauczyć niejedną polską gwiazdę niejednego.

6. Lana Del Rey

Młodziutka Lana wciąż nie radzi sobie z występami na żywo i unika ich jak ognia. Lubi za to chadzać na kolacje z Axlem Rose, nocować w Chateau Marmont i cieszyć się sławą. Jej pojawienie się w Polsce byłoby cudem, ale nie od dziś wiadomo, że nasz kraj rozpaczliwie potrzebuje cudu.

7. The Black Keys

Duet z Akron jest świeżo po nagraniu znakomitej płyty „El Camino” (z porywającym singlem „Lonely Boy”), która obudziła jeszcze większy apetyt na ich koncert. Zespoł nie potrzebuje żadnej innej rekomendacji, ich muzyka broni się sama.

8. Justin Bieber

Wykonawca wielbiony przez rzeszę nastolatek, pogardzany przez całą resztę. A jednak Bieber jest gwiazdą światowego formatu i trochę szkoda, że ktoś taki omija Polskę szerokim łukiem. Jego występ byłby obwołany prawdopodobnie najbardziej tandetnym koncertem roku, ale lepsza taka tandeta niż ta, którą rokrocznie funduje nam Doda i Bajm.

by: Łukasz Gręda 2012

Reklamy