Dwunastu gniewnych ludzi [OFF]

Posted on 2015/03/24

0


2403_header.png

 Z pustyni Afryki, sal koncertowych i piwnic wielkich metropolii i z miasteczka Twin Peaks… kolejni artyści dołączają do składu OFF Festival Katowice 2015.

Xiu Xiu gra muzykę z „Twin Peaks”
„Muzyka z ‘Twin Peaks’ reprezentuje wszystko do czego aspirujemy jako muzycy oraz wszystko, czego chcemy słuchać jako fani. Jest romantyczna, przerażająca, piękna i irytująco zmysłowa” – mówi Jamie Stewart, lider Xiu Xiu. Powierzono mu opracowanie nowej wersji kultowej ścieżki dźwiękowej Angelo Badalamentiego i Davida Lyncha, której premiera będzie miała miejsce w kwietniu na wystawie „David Lynch: Between Two Worlds” w Brisbane. Później Xiu Xiu zagrają tę muzykę na kilku wybranych koncertach – w tym na OFF Festivalu! Stewart będzie śpiewał, hałasował, grał na gitarze i klawiszach, Shayna Dunkelman obsługiwać będzie wibrafon, perkusję i klawisze, Angela Seo natomiast syntezatory i perkusjonalia. Dyrygował będzie Bob.

XiuXiu.jpeg

 The Dillinger Escape Plan
Ciekawostka: ta formacja z New Jersey przoduje w liczbie kontuzji odniesionych na scenie. Nie dlatego, że panowie są tak delikatni, ale dlatego, że… sami zresztą zobaczycie. Ale choć słyną z przypominających balet o katastrofie lotniczej koncertów, Amerykanie imponują przede wszystkim twórczością, która pchnęła muzykę ekstremalną na nieznane wcześniej tory. Ich mathcore jest nieludzko precyzyjny, niewiarygodnie intensywny i zadziwiająco pomysłowy – nic dziwnego, że na trasy zapraszali ich Nine Inch Nails czy System Of A Down, a Mike Patton wpraszał się do studia. Czekając na ich nową płytę, następczynię „One of Us Is the Killer” (2013), z rozkoszą damy się poturbować The Dillinger Escape Plan w Katowicach.

Dean Blunt
Pamiętacie występ Hype Williams sprzed kilku lat? Z radością ponownie powitamy Deana Blunta na OFFie, tym razem w jego nowym, solowym wcieleniu. Nowy szyld, nowy rozdział, ale jedno się nie zmieniło – Brytyjczyk wciąż wymyka się jakimkolwiek kategoryzacjom, myli tropy, kłamie w wywiadach, psuje melodie zbyt ładne, eksperymentuje z brzmieniami, kpi z fanów i siebie samego. Już sam tytuł jego najnowszej płyty – „Black Metal” – w połączeniu z artpopową, stylistycznie niedookreśloną muzyką świadczy o tym, że i po koncercie znów możemy spodziewać się wszystkiego.

Iceage
Chociaż Iceage zagrają na OFF Festivalu już po raz drugi, nie będzie to ten sam zespół. Porównajcie tylko ich wściekły debiut „New Brigade” z wydaną w 2014 roku płytą „Plowing into the Field of Love”, która brzmi, jakby Markowi E. Smithowi znów zależało, jakby Nick Cave znów miał 20 lat i wiódł bardzo niezdrowy tryb życia, znowu na czele The Birthday Party. Jak ci straceńcy z Kopenhagi radzą sobie teraz na żywo? Aż boimy się zgadywać – i nie możemy się doczekać.

Kinsky
Powrót legendy! Zespół założony na początku lat 90. przez studentów filozofii Uniwersytetu Warszawskiego łączył odległe nurty muzyczne w intrygującą, rewolucyjną całość – to było jak metal brutalne, jak hardcore wściekłe, ale zarazem progresywne, przełamujące prawidła gatunku, poszukujące. Zamiast wywiadów Kinsky pisali manifesty, ich koncerty przeradzały się w multimedialne działania performatywne, a jedyny album – „Copula Mundi” – w dniu premiery wywołał więcej zakłopotania niż zachwytów. Musiały minąć lata, byśmy docenili, jak wyjątkową grupą był Kinsky. Jest. Na szczęście znowu jest. I uwaga – zapowiada nie tylko reedycję debiutu, ale również wydanie drugiej, nagranej w 1997 roku płyty!

Songhoy Blues
Tinariwen nie był wyjątkiem, ale zaledwie wierzchołkiem góry lodowej – malijska scena niezmiennie zaskakuje różnorodnością i witalnością, czego dowodem chociażby sensacyjny debiut formacji Songhoy Blues. Pochodzą z Timbuktu, ale ze względu na niespokojną sytuację w tej części kraju przenieśli się do Bamako, stolicy Mali, gdzie ich żywiołowy, pustynny rock natychmiast ściągnął uwagę łowców talentów. Wydany w lutym br. debiut płytowy „Music in Exile” nagrywali pod okiem Nicka Zinnera (Yeah Yeah Yeahs), a swój triumfalny pochód przez sceny Europy rozpoczęli od wspólnych koncertów z Damonem Albarnem.

Ought
Są z Montrealu, nagrywają dla Constellation Records… i tu już każdy fan muzyki ma jakieś mgliste wyobrażenie o muzyce Ought. Mgliste, ale i mylne, bo ci młodzi ludzie po pierwsze nie są Kanadyjczykami – to Amerykanie i Australijczyk – a po drugie bardziej niż progrockowe, artystowskie wizje interesuje ich ułomny, postpunkowy konkret. Wydany w 2014 roku album „More Than Any Other Day”, pełnoczasowy debiut Ought zamknął ustaw wszystkim, którzy kwękali, że nikt już nie kontynuuje niepięknych tradycji The Velvet Underground czy Fugazi.

Steve Gunn
Amerykański singer-songwriter, którego eklektyczny styl przywołuje skojarzenia z psycho-folkiem z jednej i ponurymi, miejskimi balladami Lou Reeda z drugiej strony. Po wydanej w ubiegłym roku płycie „Way Out Weather” wszystko wskazuje na to, że ten znakomity gitarzysta i intrygujący autor doczekał się wreszcie uznania, na jakie zasługuje.

Der Father
Kolejne objawienie ze znakiem jakości Lado ABC i jeden z najciekawszych debiutów – w postaci albumu „Wake Up” – minionego roku. Natchniony śpiew i gitara Joanny Halszki-Sokołowskiej są tu żywiołem dominującym, ale w tym przekładańcu liryki z wulgarnością i poezji z hałasem nieodzowną rolę pełnią też Daniel Pigoński (klawisze) oraz Jerzy Rogiewicz (perkusja).

Ketha
Awangardowe obrzeża metalu. Zespół, który z wiernych i utalentowanych uczniów Meshuggah przeobraził się w nieobliczalną jazzmetalową bestię, w której muzyce brutalność walczy o prymat z wirtuozerią. A wygrywa nieskrępowana wyobraźnia, co łatwo sprawdzić na ich najnowszej epce, zatytułowanej „#!%16.7”.

Wilga
Trójmiejska scena to niewyczerpane źródło nowych, intrygujących brzmień, z czego od dekady skwapliwie na OFFie korzystamy. Tym razem zaproszenie nasze przyjęła gdańska formacja Wilga, która wydaną w ubiegłym roku, debiutancką epką dowiodła, że gitarowe, indierockowe granie wciąż może brzmieć świeżo i intrygująco.

Sonia Pisze Piosenki
…i pięknie je wykonuje. Inspirowane twórczością Cat Power czy Laury Marling, kruche, akustyczne utwory Soni Wąsowskiej są naprawdę dobre, ale w jej emocjonalnej interpretacji nabierają dodatkowych barw. Wciąż zachwycamy się jej, wydaną w połowie 2014 roku, debiutancką epką „Friends to Lovers”, z nadzieją, że lada moment wyda coś nowego. A już na pewno, że na OFFie coś nowego zagra…

Reklamy
Posted in: Uncategorized