INTRUZ W KOSZALINIE

Posted on 2016/07/02

0


Koszaliński Festiwal „Młodzi i Film” głęboko zakorzeniony w historii zachodniopomorskiego miasta i polskiej kinematografii wyróżnia się na tle innych rodzimych imprez tym, że podczas kilku czerwcowych dni w Koszalinie rzeczywiście liczą się młodzi. To oni przechadzają się nadmorskimi bulwarami pobliskiego Mielna, oni uczestniczą w dyskusjach i bankietach, oni wreszcie pokazują swoje debiuty na dużym ekranie. Starsi mistrzowie, członkowie jury i festiwalowi goście zaproszeni są po to, by młodych obserwować. Trzeba być uważnym – na Festiwalu nagradzani byli już najwięksi. Na początku kariery, jeszcze w latach siedemdziesiątych ze swoimi filmami przybywali tu Krzysztof Zanussi, Krzysztof Kieślowski czy Agnieszka Holland. W każdej kolejnej edycji debiutować może ich godny następca lub następczyni.

W najbliższych latach okaże się pewnie czy jest nim Magnus von Horn, absolwent łódzkiej Filmówki, którego „Intruz” (2015), pokazywany był już z sukcesami na innych festiwalach (nagrody dla najlepszego scenarzysty i reżysera 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni, wyróżnienie specjalne podczas Netia Off Camera) i którego doceniło także tegoroczne koszalińskie jury w składzie: Feliks Falk, Agnieszka Grochowska, Grzegorz Jankowski, Jacek Petrycki i Agata Tuszyńska.

Choć „Intruz” jest debiutem pełnometrażowym, polsko-szwedzka koprodukcja unikająca uproszczeń i szablonowych, szkolnych rozwiązań, jest dojrzałą, dopracowaną całością. Zainspirowana faktami znalezionymi w policyjnym archiwum historia nastolatka, Johna, który w ataku zazdrości morduje swoją byłą dziewczynę i po dwóch latach kary (w Szwecji prawo jest wyjątkowo łagodne dla nieletnich) próbuje powrócić do rodzinnego miasteczka, opowiedziana jest w statycznych kadrach, z dystansem. Kamera Łukasza Żala (nagradzanego wielokrotnie za zdjęcia do „Idy”), patrzy na wydarzenia z zewnątrz, jest niezależna od postaci. Chcieliśmy żeby kamera była kotem a nie psem – wspominają twórcy. I rzeczywiście, doskonale sprzężone ze scenariuszem zdjęcia niekierujące się sympatią do żadnego z bohaterów, pomagają nam dostrzec komplikujące intrygę niuanse.

Świetnie naszkicowane są drugoplanowe postaci tworzące małą, lokalną społeczność szwedzkiej prowincji, która podobnie jak główny bohater, nie potrafi poradzić sobie z przerażającą, podyktowaną abstrakcyjnymi, nastoletnimi emocjami zbrodnią. Dorośli są bezradni: ojciec Johna nie umie zdyscyplinować żadnego ze swoich potomków, matka ofiary młodocianego zabójcy nie daje rady odbudować swojego życia, kadra nauczycielska, której obowiązkiem jest przyjąć chłopaka z powrotem i umożliwić mu rzetelną edukację, a także uchronić go przed wrogo nastawionymi kolegami, jest bezsilna. Dawni koledzy Johna maskują strach narastającą agresją. On sam aż do momentu eskalacji tłumionej przemocy przyjmuje bierną postawę – bez słowa znosi zaczepki i powtarzające się na każdym kroku ataki.

Von Horn, także w swoich docenionych na krakowskim festiwalu krótkich metrażach „Radek” (2006) i „Echo” (2008) podejmował wątek uwikłania młodych ludzi w zbrodnię, której przyczyn czy motywów nie da się jednoznacznie ocenić. „Intruz” opowiadający o konfrontacji ze złem, mrocznymi emocjami, które na co dzień starami się oddalać, prowokuje szereg niewygodnych pytań dotyczących funkcjonowania instytucji publicznych i mechanizmów rządzących układami społecznymi. Wydawałoby się, że Skandynawia z rozbudowanym systemem socjalnym, polityką równościową jest niemal wolna od tego typu rozterek. Tym bardziej dojmujące staje się w „Intruzie” poczucie klęski – rodzicielskiej, wychowawczej, indywidualnej, ale i systemowej. Nie wiemy kiedy ciężar popełnionej bezmyślnie nastoletniej zbrodni (która nigdy nie zostaje pokazana na ekranie tylko istnieje w domyśle, w pamięci i sumieniu bohatera) przesuwa się z jednostki na całą zbiorowość. Film Magnusa von Horna z niezwykłą precyzją uruchamia kolejne wątki, prowokuje wątpliwości, obnaża lęki, z którymi nie potrafimy sobie poradzić. Sam reżyser otwarcie przyznaje, że nie napisałby scenariusza, gdyby nie był w stanie utożsamić się ze swoim bohaterem, dopuścić myśli o sobie w jego roli.

Mam nadzieję, że intuicja koszalińskiego jury nie zawiodła i drugi, zapowiedziany już, kręcony w Polsce pełny metraż von Horna będzie równie udany jak Intruz. Po takim debiucie oczekiwania są naprawdę duże.

By: Jagna Lewandowska 2016

Reklamy