POLSKIE PIOSENKI DEKADY

Posted on 2011/01/11

0


Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, Superjedynki, RMF FM czy Nina Terentiew z uporem i sukcesem wylansowali przez ostatnie dziesięć lat wiele potężnych hitów. Ale chyba nikt u nas na nie głosował, brakuje też internetowych zajawek w rodzaju „Lubelskiego Fulla” czy wyczynów wokalnych Aldony Orlowskiej. Być może zbyt skromnie reprezentowana jest również scena hip-hopowa. My jednak  nuciliśmy pod nosem w ostatniej dekadzie poniższe 10 kawałków.

10. Old Time Radio “Snowy”

Początek dekady w Polsce należał do nieistniejącej już Sissy Records (niezależny oddział BMG). Na wydanej w 2003 roku składance „Sissy Sleeper” numerem dziewięć było „Snowy”. Rok później trójmiejski zespół wydał debiutancką płytę, potem jeszcze trzy kolejne, ale nie udało się już dorównać prostocie „Snowy”. Może po prostu skończył się czas estetyki Sissy, której utwór Old Time Radio pozostaje pięknym dokumentem. Piosenka idealnie zimowa, idealnie krótka, idealnie smutna. A.K.

 

9. Dick 4 Dick „Technology”

Chociaż podczas ich koncertu jedna z nas została znokautowana w lewą pierś, to i tak nie blednie nasz sentyment do Dick 4 Dick. Szczególnie, gdy nucimy sobie „Technology”, kołysząc bioderkami. Pozdrowienia dla zespołu, słuchamy Who’s Afraid Of i czekamy na więcej. B.W. i K.P.

8. Pustki „Parzydełko”

Zakręćcie kaloryfery, włączcie „Parzydełko” i przez cztery minuty o temperaturę martwić się nie musicie. Pierwszy singiel z „Końca kryzysu” to daleki krewny „Too Darn Hot” Cole’a Portera, pozbawiony jednak tamtego seksualnego napięcia – tutaj jest po prostu gorąco, parno, a podniecenie wywołuje co najwyżej wanna pełna lodu. Skwar obezwładnia, nawarstwiający się motyw przewodni utworu hipnotyzujące, a debiutująca w roli głównej wokalistki Basia Wrońska swoją nieco infantylną wymową nie irytuje, przeciwnie – wydaje się niezbędna, by oparzenia przez długi czas dawały się we znaki. Ale może lepiej, żeby jej prośby się nie spełniły i nie powiewało chłodem, bo gdy Pustki wrzucić do wrzątku, grają pięknie jak nigdy. K.Ż.

 

7. The Car Is On Fire „Cranks”

Bardzo udany polski produkt eksportowy, czyli gitara z zadziorem i z przytupem, która rozruszała polski rynek muzyczny. Garażowo brudne brzmienie, całkiem sprawny angielski wokal, bardzo dużo dobrego, wybijanego rytmu – utwór na prawdziwie światowym poziomie, rozpieszczający słuchacza niezwykle udanym basem i wielką dawką energii. Teledysk  do „Cranks” został nagrodzony na Festiwalu Polskich Wideoklipów Yach Film w 2005. M.D.

6. Pezet/Noon „Seniorita”

Pezet nagrał co prawda lepsze krążki niż „Muzyka klasyczna” i napisał mądrzejsze teksty niż ten do „Seniority” w świetnym kawałku „W branży” z kolejnego albumu odżegnuje się od jakichkolwiek przymiarek do kolejnych seniorit. Nie zmienia to faktu, że 2002 rok należał całkowicie to tego utworu, a wszystkim chodziły po głowie  te wybijające szklany ekran sutki, lepki nektar, pieprzenie celibatu i Carmen Electra. Najbardziej „kozacki” kawałek ostatniej dekady. G.K.

5. Kobiety „Marcello”

Monte Cassino znowu schodzę w dół, Jezu który to już raz szczęścia nie znajduję? Kobiety – pionierzy ekspansji trójmiejskiego avant-popu wydali debiutancki album w milenijnym roku 2000. Cały rok kolejny „Marcello” tłukły w kółko wszystkie stacje radiowe od Radiostacji przez Trójkę, skończywszy na Zetce,  która stworzyła nawet jednego dżingla na bazie przeboju Kobiet. Kapitalny przykład tego, jak niezależne potrafi przeniknąć do mainstreamu i zawładnąć nim na parę miesięcy. Szumnie nadmorska i skoczna piosenka z niezapomnianym tekstem, podszyta  jest melancholią, a wszyscy wiedzą, że najfajniejsze są te trochę smutne piosenki. A.K.

 

4. Kamp! „Breaking a Ghost’s Heart”

Ta synthpopowa opowieść o fatalnym zauroczeniu wciąga od pierwszego bitu. Trwające ponad dziewięć minut „Breaking a ghost’s heart” z 2009 roku, największy przebój łódzko-wrocławskiej formacji, wieszczył rychłe wyjście elektroniki z kilku dobrze znanych w środowisku klubów i muzycznego (często dosłownie) podziemia. Największym komplementem, jakim wtedy obdarzano Kamp! było jego „niepolskie” brzmienie. Niedługo do słuchaczy ma trafić pierwszy longplay grupy i kto wie, może słowo to ostatecznie odejdzie w zapomnienie. Bo Kamp! tworząc elektro na europejskim poziomie nie musi mieć absolutnie żadnych związanych z pochodzeniem kompleksów. K.Ż.

3. CKOD „Uważaj”

Pierwszy singiel Cool Kids Of Death, promujący debiutancki album, który miał wieścić rychłą rewolucję na polskim rynku muzycznym. Rewolucji może nie było, za to dostaliśmy kawał dobrej, wytęsknionej muzyki i tekstów świetnie oddających frustrację młodych, zdolnych ale i niespełnionych młodych ludzi, może pamiętających jeszcze czterech pancernych i psa ale wychowanych bardziej na Rambo i MTV. CKOD bawią się więc konwencją dostarczając nam takie perełki jak „Uważaj”. G.K.

 

2. Paktofonika „Jestem Bogiem”

Wypuszczony pod koniec 2000 roku stał się hymnem lat kolejnych. Najzupełniej kultowy utwór w historii polskiego hip-hopu, wzmocniony wspomnieniem nagłego odejścia Magika. Muzyka z betonu znacznie wykraczająca poza granice szarawych blokowisk a wspinająca się gdzieś w rejony poezji, kompletnie bezpretensjonalnej i uczciwej, ale i bardzo precyzyjnej. Wymelorecytowany hymn własnej wartości, uderzający w samo sedno, oparty na chłodnym bicie i tnącym scratchu, w swoim czasie zawojował listy przebojów i mocno wybił się ponad gatunek. M.D.

1. Świetliki i Linda „Filandia”

Najbardziej nostalgiczny utwór w historii polskiej piosenki. Poetycki, lekko ironiczny tekst Świetlickiego wyśpiewany, a może raczej wydeklamowany przez największego macho polskiego kina Bogusława Lindę genialnie oddaje to co w polskiej duszy gra. Czyli wóda, papierosy, prawdziwy polski garmaż, policja, religia, piłka nożna i ciepłe, letnie noce pod gołym niebem. Nigdy nie będzie już takiej piosenki. G.K.

by: Popvictims 2011

Reklamy